Czy ktoś tam jeszcze rządzi? Czy rządzi ten, kto się pierwszy obudzi?

Jeszcze kilka dni temu minister infrastruktury publicznie przekonywał, że nie ma błędnych pytań egzaminacyjnych. Problem miał rzekomo dotyczyć jedynie niewłaściwego przypisania części pytań do kategorii podstawowej albo specjalistycznej, bez wpływu na wyniki egzaminów. Po czym pojawił się komunikat Komisji do spraw weryfikacji i rekomendacji pytań egzaminacyjnych, z którego wynika już coś zupełnie innego.

W 8 pytaniach potwierdzono występowanie błędów, pytania zostały wycofane, a 21 osób mogło zostać poszkodowanych, bo uzyskałoby wynik pozytywny, gdyby uznano im poprawne odpowiedzi.

I tu zaczyna się sprawa dużo poważniejsza niż same pytania.

Bo skoro najpierw obywatel słyszy: „nie ma błędnych pytań”, a chwilę później dowiaduje się: „jednak są błędne pytania”, to ma pełne prawo zapytać: kto tu właściwie panuje nad tą materią? Czy w Ministerstwie Infrastruktury istnieje jeden stan faktyczny, czy może kilka wersji rzeczywistości, uruchamianych zależnie od tego, kto pierwszy zdąży do mikrofonu?

To nie jest już drobna różnica w interpretacji. To jest różnica między przekazem: „nic się nie stało”, a przyznaniem, że wadliwe pytania były w systemie egzaminacyjnym, zostały wycofane, a konkretni ludzie mogli przez to nie zdać.

Problem nie spadł z nieba

Najbardziej irytujące w tej historii jest to, że ten problem nie pojawił się nagle znikąd. Od dawna wysyłałem pisma, składałem wnioski i alarmowałem o wadliwych albo co najmniej wątpliwych pytaniach egzaminacyjnych. Nie raz, nie przypadkiem, nie „przy okazji”, ale konsekwentnie.

Jednym z takich przykładów było pytanie nr 13133. W złożonym przeze mnie wniosku o udostępnienie informacji publicznej pytałem wprost o podstawę prawną jego włączenia do centralnej bazy pytań, datę, od której było stosowane, a także o podstawę prawną jego ponownej weryfikacji. Wskazywałem również problem polegający na tym, że pytanie to miało nie być ujęte w bazach pytań udostępnianych publicznie w latach 2022–2024.

To nie był więc przypadkowy komentarz z boku. To było konkretne, formalne działanie obywatela, który wskazuje problem i żąda dokumentów.

Ministerstwo wiedziało, że pytanie trzeba sprawdzić

Odpowiedź ministerstwa w tej sprawie jest bardzo wymowna. Departament Transportu Drogowego poinformował mnie, że pytanie nr 13133 zostało wprowadzone do katalogu na podstawie notatki przewodniczącego komisji z 7 lipca 2021 r., a następnie ujęte w zaktualizowanym katalogu zatwierdzonym 16 listopada 2021 r. przez ministra infrastruktury. Ministerstwo podało też, że informacja o dodaniu tego pytania do losowania została przekazana do PWPW z prośbą o stosowanie go od 24 listopada 2021 r.

Ale najciekawsze jest to, co dalej. To samo ministerstwo poinformowało mnie, że 12 stycznia 2026 r. minister zlecił weryfikację pytania nr 13133 Komisji do spraw weryfikacji i rekomendacji pytań egzaminacyjnych, a efektem tej weryfikacji może być albo pozostawienie pytania w katalogu, albo jego usunięcie.

Czyli mówiąc wprost: kiedy obywatel miesiącami alarmuje, długo odbija się od ściany. Ale kiedy sprawa zaczyna robić się niewygodna, nagle okazuje się, że pytanie jednak wymaga formalnej weryfikacji.

I to nie byle jakiej. W załączonym do pisma dokumencie zlecenia ministerstwa pytanie nr 13133 zostało wpisane na listę trzech pytań, które – jak zapisano – „wymagają pilnej weryfikacji”.

A więc jednak można. Można zlecić pilną weryfikację. Można uruchomić procedurę. Można dostrzec problem. Szkoda tylko, że zwykle dopiero wtedy, gdy obywatel wcześniej przez długi czas pełni rolę bezpłatnego systemu alarmowego.

Grochem o ścianę, ale jednak coś drgnęło

Najuczciwiej trzeba powiedzieć też to: pewien efekt moich działań widać.

Pytanie, o które alarmowałem i które zostało objęte zleceniem weryfikacji, nie występuje już w najnowszej bazie. To znaczy, że coś jednak się wydarzyło. Że nie był to wyłącznie urzędowy ruch pozorowany. Że presja dokumentów, pytań i wniosków miała sens.

Tylko że nawet ten niewielki sukces ma posmak urzędowej arogancji. Bo skoro obywatel alarmuje o konkretnym pytaniu, ministerstwo uruchamia jego weryfikację, a później pytanie znika z aktualnej bazy, to elementarna przyzwoitość nakazywałaby go o tym poinformować.

Tymczasem ministerstwo nie raczyło mnie o tym zawiadomić.

Czyli obywatel ma pisać, pytać, drążyć, wykazywać rozbieżności, dostarczać temat do działania, a później sam sobie jeszcze ustalać, czy pytanie nadal istnieje, czy już zniknęło. Urząd najwyraźniej uznał, że informowanie strony, która problem wykrywała, byłoby już przesadnym luksusem administracyjnym.

To nie jest chaos jednego dnia

Z załączonych dokumentów wynika zresztą coś jeszcze. Już w 2021 r. komisja i ministerstwo prowadziły szerokie zmiany w bazach pytań. Z jednej notatki wynika, że w wyniku weryfikacji usunięto łącznie 194 pytania z czterech baz i rekomendowano przygotowanie nowych pytań. Z kolejnej notatki wynika, że następnie zatwierdzono zaktualizowane bazy, uzupełnione o 194 nowe pytania, a dodatkowo baza pytań na prawo jazdy została powiększona o 28 nowych pytań przygotowanych przez podmiot zewnętrzny, pozytywnie zweryfikowanych przez komisję.

To pokazuje jedną prostą rzecz: system pytań egzaminacyjnych nie jest żadnym doskonałym i nietykalnym tworem. Był zmieniany, był uzupełniany, był czyszczony, był weryfikowany. Tym bardziej groteskowo brzmią wcześniejsze uspokajające opowieści, że problemu właściwie nie ma.

Najpierw uspokoić, potem sprawdzić

I tu dochodzimy do sedna.

Problemem nie jest już tylko to, że w systemie były pytania błędne albo budzące wątpliwości. Problemem jest również sposób działania państwa. Najpierw pojawia się uspokajający przekaz. Potem wychodzą na jaw fakty, które temu przeczą. Najpierw obywatel alarmuje i spotyka się z milczeniem albo unikami. Później urząd uruchamia procedury, ale nawet wtedy nie uważa za stosowne uczciwie domknąć sprawy wobec osoby, która problem wcześniej zgłaszała.

Wygląda to tak, jakby w tym mechanizmie obowiązywała nie zasada: „sprawdzić, odpowiedzieć, wyjaśnić”, lecz raczej: „przeczekać, rozmyć, a potem ogłosić własne odkrycie”.

Oczywiście trzeba zachować ostrożność procesową. Nie ma potrzeby stawiać dalej idących tez, których dokumenty wprost nie potwierdzają. Wystarczy to, co wynika z samych papierów: była formalna interwencja obywatela, było ministerialne zlecenie pilnej weryfikacji, było przyznanie, że pytanie może zostać usunięte, a finalnie pytanie nie występuje już w najnowszej bazie.

To w zupełności wystarcza, by postawić pytanie, którego ministerstwo najwyraźniej wolałoby nie słyszeć.

Czy ktoś tam jeszcze rządzi?

Bo jeśli najpierw słyszymy, że błędnych pytań nie ma, potem dowiadujemy się, że jednak są, następnie okazuje się, że obywatel już wcześniej alarmował o konkretnych problemach, a na końcu sam musi sobie ustalać, czy zakwestionowane pytanie zniknęło z bazy, to naprawdę trudno mówić o spójnym nadzorze.

To zaczyna wyglądać tak, jakby w tym systemie rządził nie porządek, nie odpowiedzialność i nie przejrzystość, tylko doraźny odruch: kto pierwszy coś powie, ten na chwilę ustala wersję wydarzeń.

Dlatego pytanie z tytułu nie jest przesadą. Jest pytaniem całkowicie zasadnym.

Czy ktoś tam jeszcze rządzi? Czy rządzi ten, kto się pierwszy obudzi?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *