Uwaga!! Leśne dziadki atakują!!

Polska to widocznie kraj leśnych dziadków. Leśnych dziadków mamy m.in. w PZPN w PKW no i oczywiście w branży szkolenia kierowców. Te relikty minionej epoki, wychowani na socjalistycznej ekonomii, nie mogą sobie poradzić na wolnym rynku. Zabierają się więc do ataku. Aby zagwarantować sobie zysk, chcą wprowadzić minimalną cenę na swoje usługi. Koronnym argumentem ma być urzędowa cena za egzamin w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego, czy też opłata za badania lekarskie. Tylko jeden z drugim, nie wie, że egzamin na prawo jazdy jest procedurą urzędową, administracyjną, tak jak wydawanie dowodów rejestracyjnych. Wobec czego, cena za wydanie dowodu rejestracyjnego musi być jednakowa w każdym urzędzie i dlatego jest regulowana administracyjnie. Łapcie się więc kursanci za kieszenie, bo szanowne grono leśnych dziadków zamierza Was oskubać. Wg obliczeń jednego z prezesów organizacji zrzeszającej Ośrodki Szkolenia Kierowców, koszt kursu na prawo jazdy powinien wynosić minimum 2500 zł. Twierdzi, że poniżej tej sumy, prawidłowe wyszkolenie kursanta jest niemożliwe. W takim razie nasuwa się pytanie do pana prezesa: na czym obecnie oszukuje swoich klientów, skoro cena w jego ośrodku wynosi 1400 zł? Ale zostawmy to. Zastanówmy się, kto zabrania panu prezesowi wprowadzić w swoim ośrodku cenę 2500 zł? Oczywiście odpowiedź jest prosta: NIKT. Kto skorzysta z usług pana prezesa, gdy wprowadzi taką cenę? Odpowiedź również prosta: NIKT. Co pan prezes zrobi lub wprowadzi do swojego OSK, po ustanowieniu ceny 2500 zł? Czy szkolenie będzie odbywało się samochodem Aston Martin za 1,5 mln zł? Czy ławki w sali wykładowej będą złocone? Otóż zapewniam Was drodzy kursanci, że NIC z tych rzeczy. Szkolenie będzie odbywało się w tych samych warunkach i na takich samych zasadach. Chodzi wyłącznie o ustawowe zagwarantowanie sobie zysku. Gadanie o inwestycjach, podniesieniu poziomu szkolenia, to pieprzenie kotka za pomocą młotka. Swego czasu straszną rzeczą, była wymiana pojazdów egzaminacyjnych przez WORD. W konsekwencji ogromny koszt wymiany floty przez OSK, był rzekomo zabójczy finansowo. Receptą na to miała być zmiana ustawy o kierujących pojazdami, dająca możliwość podstawienia pojazdu OSK na egzamin państwowy. Na dzień dzisiejszy, to nie jest nawet promil ilości pojazdów udostępnionych przez OSK. I co? Dupa zbita. To teraz, jak nie możemy sobie dalej poradzić, to ustalmy ustawowo większy zysk. Leśne dziadki nie mają pojęcia, żyjąc widocznie minioną epoką, że takie regulacje mogą być niemożliwe do przeprowadzenia. Przypominam, że cena urzędowa a cena minimalna na jakiś produkt czy usługę to zupełnie dwie różne rzeczy i nie można ich tutaj porównywać. W dalszej konsekwencji konieczna jest zmiana kilkunastu ustaw i rozporządzeń. Karkołomne wręcz przedsięwzięcie, które musiałoby prawdopodobnie łączyć się ze zmianą Konstytucji RP. Tym gorsze państwo, im więcej zakazów i nakazów. Ale znając nasze ustawodawstwo, mamy wiele przepisów niezgodnych z Konstytucją RP. Nie tędy droga panowie prezesi.