Sędziowie Zawiśli

Brałem kiedyś udział w rozprawie administracyjnej, w której sąd uznał, że ofiara oszustwa, osoba, której podpisy sfałszowano na wnioskach i deklaracjach skarbowych nie jest stroną postępowania i nie może wnosić o unieważnienie decyzji organów skarbowych. Decyzji wydanych na jej niekorzyść na podstawie właśnie tych sfałszowanych dokumentów.

Sędzia Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Łodzi, stwierdził lakonicznie, że to, iż ktoś ponosi odpowiedzialność skarbową nie jest jednoznaczne z jego uprawnieniem do wszczęcia postępowania przed Izbą Skarbową o stwierdzenie nieważności takiej decyzji. Znamienne, że skarżący dysponował dwoma dokumentami:

  1. Postanowieniem Prokuratora Rejonowego w Radomsku, w którym fakt fałszerstwa został stwierdzony, sprawcy podani, ale postępowanie umorzono ze względu na niską szkodliwość społeczną.
  1. Wezwaniem z urzędu skarbowego do uregulowania nieprawidłowości związanych ze złożonymi deklaracjami podatkowymi.

Do tego kompletem kwitów dokumentujących szajkę oszustów podatkowych, którzy z pomocą „Doradcy Podatkowego” wykorzystali jego spółkę do sztucznego generowania (za plecami właściciela) kosztów podatkowych i prania brudnej mamonki.

Sędziego to nie interesowało.

A teraz powiem czytelnikom dlaczego i dlaczego wszystkich polskich sędziów należy natychmiast wywalić z sądów na zbity pysk, jeśli chcemy marzyć o państwie prawa i państwie sprawiedliwym.

Dziś w sądownictwie polskim wszystko postawione jest na głowie w taki sposób, że jak w “Roku 1984″ Orwella wszystkie przymiotniki powinniśmy czytać przeciwnie. Pod pojęciem “wymiar sprawiedliwości” kryje się bezmiar niesprawiedliwości, pod pojęciem “niezawisłość sędziów” kryje się ich absolutna zawisłość, no chyba, że chodzi o fak iż za swoje czyny nigdy nie zawisną, nawet gdy popełnią najgorszą zbrodnię.

Problem Polski i nas obywateli drzemie zarówno w systemie jak i w ludziach, tych którzy system ten stworzyli i stoją na jego straży, oraz tych którzy są jego częścią, a nawet produktem.

Zacznijmy od praprzyczyny naszego “Bezmiaru Niesprawiedliwości” czyli organizacji sądownictwa opartej na carskim, a potem stalinowskim pomyśle, który nie miał nic wspólnego z wymierzaniem sprawiedliwości i sprawiedliwym osądem. Takowy zarówno carowi a tym bardziej Stalinowi nie był do niczego potrzebny.

Dziś zatraciła się różnica pomiędzy prawem a sprawiedliwością. Wszyscy sędziowie, prokuratorzy, adwokaci czy urzędnicy wymagają od nas przestrzegania prawa, chociażby głupiego ale sami nie stosują się do prawa nawet najmądrzejszego. Ba czym mądrzejsze prawo tym wieksza gwarancja, że polskie organy nie będą go przestrzegać. I nikt z wykonwaców tego prawa, wymierzających prawo lub żyjących z prawa nie ma z tym problemu i dysonansu. To już nawet nie pozytywizm prawniczy w stylu Kreona, gdzie nawet córka króla musiała prawa przestrzegać, to wciąż stalinizm prawniczy gdzie prawo służy władzy i pokazywaniu obywatelowi w którym rynsztoku jego miejsce. Obywatel nawet najbardziej skrupulatnie przestrzegający prawa nie może czyć się bezpiecznie, gdyż zawsze może stać się ofiarom tego, dla którego ta atrapa prawna, to bolesne narzędzie, zostało stworzone. Jako zwykłe alibii dla morderców, psychopatów, złodziei, ludzi wykolejonych, pazernych, usłużnych czy zwyczajnie głupich ale z odpowiedniego nasienia.

W tej strukturze o sprawiedliwości sie nie rozmawia, to tylko dla nich słowo, fasada, logo, przykrywka i broń. Tymczasem Sprawiedliwość jest wartością główną cnotą kardynalną bez której każda zbiorowość się degeneruje, atomizuje, wyniszcza sama i w końcu znika. Dlatego Sprawiedliwości dopiero, według Księgi Salomona (Stary Testament), podporządkowane są takie cnoty jak: roztropność, umiarkowanie i męstwo.

Bez sprawiedliwości nie może istnieć długo żadne państwo. Jej zaniedbanie prowadzi, najpierw do rządów złodziei (kleptokracji), co z kolei z czasem, musi doprowadzić do ochlokracji i gówna w ubikacji. Natomiast rzeczone rządy motłochu kończy zbiorowa danina krwi.

Tę tezę potwierdza historia niemal wszystkich rewolucji.

Nie jest to pocieszające dla nas, zważywszy, że mamy dowody, iż w polskiej prokuraturze, adwokaturze i sądach sprawiedliwości nie uświadczysz. Zwłaszcza w sądach.

Bo i skąd ona tam ma być?! Jeżeli Temidę skutecznie wypędzono z tych instytucji we wrześniu 1939 r. zanim jeszcze na dobre w nich zagościła i już nigdy spowrotem nie wpuszczono?

Wszyscy czujemy przez skórę, że ten tzw polski wymiar sprawiedliwości jest atrapą. Nie jesteśmy wszak ślepi. Co dzień czytaliśmy o tragedii rodziny Olewników, o Magdziakach, Kękusiu, Goczyńskim czy Klusce o ludziach zaszczutych przez komorników, układy zamknięte, rodziców pozbawianych dzieci bez przyczyny, okradzionych przedsiębiorcach, bezprawnie wywłaszczonych właścicielach, o Malmie, bezkarnych bankach i aferach wywołanych przez polityków w których dla odmiany nie ma skazanych. Ba, każdy z nas zna dziesiątki udokumentowanych przypadków wyroków „nie trafionych”, złego działania sądownictwa i przewlekłości jego rozstrzygnięć.

Warto, więc przyjrzeć się, na czym polega brak obecności najważniejszej z cnót w Sądach III RP i zastanowić się nad sposobem przywrócenia sytuacji pożądanej – co uczynię w tej i kolejnych cześciach postu.

Sędzia to nie arbiter

Wielu z nas uwielbia oglądać Hollywoodzkie filmy „sądowe”, w których toczy się pasjonujący pojedynek pomiędzy oskarżeniem a obroną delikwenta. Nad przestrzeganiem zasad tego pojedynku czuwa Sędzia. Nie rozstrzyga on jednak o jego wyniku. By wygrać, prokurator, adwokat lub pełnomocnicy stron muszą przekonać rzeczywistego arbitra tzn. „Ławę Przysięgłych”. Z tym, że w procesach cywilnych o racji stron decyduje przekonanie większości sędziów przysięgłych, natomiast w procesie karnym do orzeczenia winy podsądnego konieczna jest ich JEDNOMYŚLNOŚĆ.

Jest to największe zabezpieczenie zasady „domniemania niewinności” oskarżonego. W filmie „Dwunastu gniewnych ludzi” możemy obejrzeć jak jest to ważna instytucja dla praworządności.

Nie sięgajmy jednak do USA. Ani do sytemu prawa precedensowego zwanego „common law”. Nie ma takiej potrzeby.

Wielu się zdziwi temu, co napiszę teraz, ale warto przypomnieć, że kodeks postępowania karnego z 1928 r. wprowadził tą instytucję także w Polsce..

Sprawdzała się, bowiem znakomicie pod zaborem austryjackim.

I mimo, że nie zdążono jej wdrożyć w należyty sposób do wybuchu II Wojny Światowej (działała tylko w niektórych częścich kraju) to profesorowie nauk prawnych i słynni polscy adwokaci nie mieli wątpliwości: Sędzia nie powinien być arbitrem w procesie, jego rola jest tylko dbać o nie naginanie procedur oraz o właściwy i zgodny z prawem wymiar kary.

Obydwie funkcje Sędziego łatwiej zrozumieć, wyobrażając sobie proces decyzyjny, jaki jest musi nastąpić w grupie tych 9 do 12 obywateli, pełniących funkcję sędziów przysięgłych.

W Polsce nie byli to wprawdzie ludzie przypadkowi (np. z losowania, jak w USA) ale rekomendowani przez organizację pozarządowe i pracujący kadencyjnie. Jednak nie byli to zawodowi prawnicy a jedynie ludzie, których „Kodeks Boziewicza” opisywał jako tych, posiadających zdolność honorową. Oczywiście z zakresem rozszerzonym o płeć piękną.

Każda niekonsekwencja procesowa, każde uchybienie, każda niedokładność i błąd w ocenie prezentowany przez uczestników procesu powodowała lawinę pytań, wątpliwości i powodów do dyskusji wśród sędziów przysięgłych, oddalając możliwość skutecznego podjęcia decyzji przez całość ławy. Sędziowie przewodniczący, rozliczani byli m.in. z zarządzania procesem w imię bezstronności i tzw. ekonomiki procesowej. Ławy przysięgłych nie można zmusić do orzeczenia, mało tego ma ona możliwość wnioskowania i zadawania pytań. Aby zatem proces posuwał się do przodu w sposób sprawny Sędzi przewodniczący musi zrobić wszystko by wyrobić w Ławie Przysięgłych dogłębne poczucie udziału w rzetelnym i sprawiedliwym procesie. Nie tylko, więc nie można „wydrukować” procesu lub doprowadzić do ukręcenia łba sprawie, ale wręcz każda wyczuwalna stronniczość Sędziego przewodniczącego, odrzucenie racjonalnych wniosków lub jego niekompetencja znajdują odbicie w zachowaniu i decyzjach arbitrów.

Dopiero po rozstrzygnięciu „winny – niewinny” lub „kto ma rację” dokonanym przez grupę Sędziów przysięgłych (najpierw we własnym sercu i rozumie, a potem przez głosowania) zaczynała się kolejna rola Sędziego przewodniczącego, polegająca na orzeczeniu „wymiaru kary”, który miał być adekwatny do winy, sprawiedliwy i satysfakcjonujący dla poszkodowanego. Od wyroku przysługiwała apelacja, podczas której przebieg i ustalenia procesu, oraz wymiar wyroku, były badane przez kolejną Ławę Przysięgłych. Chyba trudniej o większe zabezpieczenie sprawiedliwości w sądzie.

Tymczasem, w 1945 komuniści wyrzucili KPK z 1928 r. Razem z instytucją „Ławy Przysięgłych”. Powołując na jej miejsce dwójkę ławników, rekrutujących się ze środowiska UB, MO, PPR, NKWD i innych prostalinowskich organizacji. Co było zrozumiałe, gdyż ówczesnemu„wymiarowi sprawiedliwości” zależało tylko na pozorach w imię „sprawiedliwości rewolucyjnej” i rozmyciu odpowiedzialności za zbrodnie sądowe. Ławnicy nie mieli roli ani arbitra ani sędziego. Byli albo figurantami albo nadzorcami by wyrok zapadł taki „jaki wcześniej ustalono, że zapadnie”.

Dziś już nie mamy „sprawiedliwości rewolucyjnej”, ale „sprawiedliwość społeczną”, której aksjologiczną odległość od cnoty SPRAWIEDLIWOŚCI ujawnia m.in. ciągłe podtrzymywanie instytucji „ławników” i niechęć przed powrotem do przedwojennej idei „ławy przysięgłych”.

Co jest o tyle istotne, że „ławy przysiegłe” w prawnym, kodeskowym systemie kontynentalnym są o wiele bardziej odporne na „show” niż w systemie anglosaskiem a „ławnicy” skolei wypływają negatywnie na jawnosć i transparentność procesu.

Nie wiadomo dokładnie nawet, jaka jest dzisiaj rola ławnika w procesie.

Jestem zawodowym prawnikiem i po sądach się tułam już 13 lat, choć ostatnio unikam tego aspektu „prawnikowania” jak mogę. Nigdy jednak nie widziałem, by ławnik po ogłoszeniu wyroku przez Sędziego przewodniczącego wyraził do protokołu swoje zdanie odrębne. Do rzadkości należy nawet zadawania przez ławników jakichkolwiek pytań stronom oraz świadkom w trakcie postępowania sądowego. Głownie delikwenci siedzą znudzeni i patrzą się jak ciele na malowane wrota. I nie ma, co się dziwić. Nie są to, bowiem prawnicy, ani uznani ludzie honoru, lecz tylko tzw. „osoby zaufania publicznego”. Nie jest przy tym jasne do końca, przez kogo i na jakich zasadach wnioskowane, wybierane i weryfikowane (niektórzy sprawują tą funkcje od 40 lat). Natomiast wiadomo powszechnie ż traktują tę „robotę” jako (dosyć nudny) sposób dorobienia sobie.

Sępy Temidy

Sędzia w takim gronie jest nie tylko „menagerem” procesu oraz strażnikiem „sprawiedliwości” oceny, ale i jedynym arbitrem w sporze. Arbitrem sporu i arbitrem rzetelności swojej pracy. Jedynym posiadajacym pełną znajomość materiału procesowego i dysponujący niesłuchaną swobodą w ocenie całości oraz poszczególnych detali materiału dowoidowego. Może swobodnie uznawać wnioski stron lub je odrzucać, dopuszczać do zadawania pytań lub je uchylać. Dysponuje wyłacznym patentem na długość, przebieg i koszt procesu oraz dopuszczalność poszczególnych uchybień.

Sędzia w Polsce jest Jedynym Arbitrem procesu i Jedynym Panem sytuacji stron – o do końca niejasnych powiązaniach, nierozpoznanych przekonaniach, nieznanych kompetencjach i intencjach oraz z poczuciem absolutnej bezkarności.

Podobnie, (choć z innych względów) jest także, niestety, gdy proces prowadzony jest w składzie trzech sędziów zawodowych. Chcąc wygrać proces wystarczy, więc zatem znaleźć dojście do Sędziego Przewodniczącego. To dużo skuteczniejsza metoda niż walka na argumenty. W jej zastosowaniu pomaga szereg dodatkowych czynników, o których opowiem w kolejnej części eseju.

Nie oszukujcie się jednak, ścieżki do tych „Sępów (bo nie Orłów przecież) Temidy” są doskonale wydeptane.

Znam sędziów KRS, którzy za “załatwianie spraw” na boku wybudowali sobie domy. DOMY nie “dom”.  Znam adwokatów, którzy oferują dojścia do sędziów w sądach okręgowych i apelacyjnych. I na tym budują CAŁĄ atrakcyjność swojej kancelarii. Sami zresztą bez mrugnięcia okiem potrafią potwierdzić “oryginalność” sfałszowanych dokumentów.  W Warszawie bardzo powszechną do niedawna była “oferta” przyspieszania sprawy w danym sądzie. Jedni załatwiali to w Sądzie Gospodarczym, inni w Rejestrze Sądowym a następni specjalizowali się w Rejonie.  Byłem na rozprawach, które na “życzenie” jednej ze stron (ciążyło jej zabezpieczenie komornicze) odbywały się we wtorek a kolejny termin był juz w czwartek.
Byłem na rozprawie skróconej maksymalnie (poprzez uchylenie wszystkich pozostałych pytań do świadka), bo Sędzia (mężczyzna) się spieszył na serial. Co zirytowany późną porą w końcu wyraźnie powiedział.

Spotkałem się osobiście z sytuacją, gdy sędzia podszedł do mnie na przerwie i cichutko zapytał: kto komu wisi zapłatę, jeśli firma A wystawiła fakturę firmie B?

UPADEK SĘDZIEGO

Moja praktyka prawnicza wskazuje, że upadek tego zawodu jest niemal całkowity. Przez 18 lat spotkałem w życiu tylko dwóch sędziów „nieprzemakalnych”, pracowitych, niesłychanie dobrze wykształconych i z odpowiedzialną umiejętnością oceny. Tych dwóch sędziów cieszy się nieposzlakowaną opinią w środowisku prawniczym. Czasem na nich pełnomocnicy lub strony złorzeczą, bo „nie ma dojścia”. Tych dwoje ludzi, daje nadzieję powrotu do sprawiedliwości w sądownictwie. I tej dwójki Sędziów, poniższy mój wywód na pewno nie dotyczy.

ZAWISŁOŚĆ !!!

Zgodnie z Konstytucją RP, Kodeksami Postępowania i Ustrojem Sądów Powszechnych składając pozew do sądu lub idąc do niego w charakterze pozwanego, oskarżonego, poszkodowanego lub innej strony postępowania powinniśmy mieć gwarancje rozpatrzenia naszej sprawy przez Niezawisły Sąd Rzeczpospolitej Polskiej, w którego składzie znajdują się Niezawiśli Sędziowie.

Tymczasem polski system prawny, popierany i utrzymywany od lat przez czołowych prawników i polityków w rzeczywistości gwarantuje nam, co innego: Zawisłość Sędziów Orzekających. ZAWISŁOŚĆ JAK CHOLERA.

Problem jest złożony i trochę inaczej, (co nie znaczy, że mniej) dotyczy sędziów młodych i sędziów starych. „Starymi” nazywam tych, co zostali sędziami lub asesorami przed 1990 rokiem. Tak dla uproszczenia wyjaśnień.

Aby temat przybliżyć, sięgnę do dalekiego od nas, ale niezwykle transparentnego przykładu amerykańskiego i będę z nim porównywał. W USA niezawisłości sędziego bronią następujące mechanizmy:

1. „Sędzia” jest ukoronowaniem zawodu prawniczego.

By zostać sędzią trzeba na to zasłużyć przez lata swojej pracy, dając dowód swojej uczciwości, trafności oceny, znajomości prawa popartej doświadczeniem, czysto ludzkiej przyzwoitości. Amerykański Sędzia Sądu Najwyższego ma większy autorytet w społeczeństwie niż urząd Prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Sędzia zanim sędzią zostanie przejść musi wszystkie szczeble kariery prawniczej oraz wykonywać niemal każdy z prawniczych zawodów. O tym by zostać sędzią marzą wszyscy adwokaci, prokuratorzy i konsultanci. Sędzia amerykański ma, więc takie doświadczenie, że zna na pamięć wszystkie sztuczki adwokackie i prokuratorskie, bo sam pracował po tamtej stronie barykady.

Sędzia, zatem wzbudza taki szacunek na sali sądowej i poza salą, że nikomu nawet nie przyjdzie do głowy by próbować dogadywać się z sędzią celem „wydrukowania” wyroku, straszyć go, przekupywać lub inaczej, pozaproceduralnie, wpływać na jego osąd.  Sędzia w USA, bowiem nie tylko jest prawdziwym autorytetem prawniczym i starym wygą, ale też ma zbyt wiele do stracenia bu dać się skorumpować albo przynajmniej pozwolić sobie na wadliwy osąd w wyniku lekceważenia sprawy, nonszalancji, nieprzygotowana lub lenistwa. Ma do stracenia cały swój autorytet. Całe życie ciężkiej pracy. Swoją reputację i reputację swojej rodziny. Swoje nazwisko.

Ponadto, co nie jest bynajmniej bez znaczenia, wynagrodzenie sędziego jest wręcz kosmiczne a emerytura niewiele mniejsza i gwarantowana przez Rząd Federalny.

2. Samooczyszczanie.

Środowisko Sędziowskie w USA to twórcy całego ichniego systemu prawnego. W „common law” wyrok sądu w sprawie o nowym charakterze tworzy precedens, który jest źródłem tego prawa i na który można się powoływać w każdej następnej sprawie podobnej i który w takich „podobnych” sprawach jest wiążący dla kolejnych sądów.

Każdy amerykański sędzia jest, zatem wizytówką całego środowiska, jego orzeczenia nie są neutralne dla środowiska musi, więc dawać gwarancję dobrej roboty. Z tego tez powodu środowisko sędziowskie w USA bardzo dba by nie znalazła się w nim żadna czarna owca. A jeżeli już się znajdzie to zrobią wszystko by „sędzia renegat” przestał jak najszybciej wykonywać swój zawód. Sędziowie nawzajem sobie bardzo patrzą na ręce.

Kolejne instancje dokładnie i bez taryfy ulgowej wypunktowują instancjom niższym wszystkie błędy i uchybienia procesowe. Nie istnieje coś takiego jak solidarność środowiskowa lub obrona kolegów. Przeciwnie, sędzia, który popełni poważny błąd lub złamie zasady etyczne nie może liczyć na żadną taryfę ulgową.

Sędziowie zrobią wszystko by się go pozbyć i kwestię nagłośnić, ponadto spotka się z ostrym ostracyzmem całego środowiska a jego nazwisko zostanie uznane za zhańbione. Gdy taki były sędzia siądzie na ławie oskarżonych spotka się z przykładową surowością byłych „kolegów’.

3. Moralność i etyka

Sędzia amerykański musi udowadniać całym swoim życiem i że jest wzorem postawy etycznej. Musi być jak żona cezara, poza wszelkimi podejrzeniami. Jest pod ciągłą lupa kolegów, opinii publicznej, prawników z tej drugiej strony barykady oraz wszystkich sąsiadów i przyjaciół, którzy się szczycą, że mają sędziego wśród znajomych.

W przypadku sędziego, jakikolwiek zarzut możliwości powiązań ze stroną: daleka rodzina, studia w jednym akademiku, kiedyś wspólny grill lub dzieci chodzące do jednej klasy w koledżu – będzie powodem do ewentualnego zarzutu stronniczości, więc powoduje automatyczne i dobrowolne wyłączenie się sędziego z takiego postępowania. Przy tym sędzia jest przygotowany i przyzwyczajony do pilnowania wysokiego standardu etycznego w swoim życiu, gdyż jakby tego nie robił sędzią by nie został. Wyborcy by go rozliczyli negatywnie

4. Wybieralność

Sędzią w USA nie zostaje się z nominacji, ale w drodze wyborów. Powszechnych. Konkurencja na danym terenie, w danym Stanie lub Hrabstwie (różnie) jest bardzo wysoka.

Trzeba się wykazać najwyższym przygotowaniem merytorycznym, wysoką trafnością orzeczeń, nieskazitelnym charakterem, wieloletnim doświadczeniem zawodowym i najwyższą, wzorcową moralnością swoją i całej swojej rodziny. Walka o fotel sędziowski jest zajadła. Szansę na zwycięstwo mają tylko najlepsi z najlepszych, jako prawnicy i jako ludzie. Co w systemie prawnym nieznającym pojęcia prawdy obiektywnej nie jest proste?

W porównaniu z USA gwarancje niezawisłości Sędziów Najświętszej RP wyglądają wręcz żałośnie. Jak już wspomniałem, system Polski raczej daje gwarancję zawisłości sędziego i niesprawiedliwości jego orzeczeń:

1. Sędzia-Gówniarz

W Polsce sędzią się zostaje niemal zaraz po studiach, po ukończeniu aplikacji sędziowskiej. Młody 27-28 letni człowiek zajmuję się sprawami często życiowymi dla stron samemu nie mając żadnego doświadczenia życiowego ani zawodowego, nie znając jeszcze prawa, będąc na dorobku.

Nie mając też żadnego autorytetu („co ten gówniarz znów wymyśli” – usłyszałem raz na korytarzu od Radcy Prawnego) i mając po drugiej stronie starych wygów adwokatów, radców prawnych i pełnomocników stron, którzy go robią jak chcą, podają mu „jedynie słuszne” wykładnie i budzą często najwyższy szacunek w środowisku.

Młody sędzia nie ma do stracenia swojej reputacji oraz „nazwiska”, ponieważ ich nie posiada. Nie posiada też jeszcze żadnego majątku. Jest, więc podatny, a nawet łasy na wszelkie propozycje korupcyjne. Przy tym nie jest to tylko korupcja finansowa.

Każdy młody sędzia poza tym zarabia kilkakrotnie mniej niż adwokat lub radca prawny. Każdy, więc młody sędzia marzy by zostać adwokatem lub radcą. Nie traktuje swojego zawodu jako ukoronowania kariery, (co to za ukoronowanie w wieku 30 lat?) ale jako trampolinę zawodową.

Odbębnienie 3 lat jako sędzia powoduje, że młody człowiek może się „sprywatyzować” i bez żadnych formalności zostać wysokoopłacanym adwokatem lub radcą. Wysokoopłacanym gdyż posiadającym wyrobione prywatne kontakty w sądzie i pod warunkiem, że dobrze żyje z korporacją adwokatów lub radców. Młody sędzia zrobi, więc wszystko by z nimi dobrze żyć. Wie, kto jest tam ważny i dla kogo być „spolegliwym” – w obydwu znaczeniach tego słowa. U tego sędziego, więc niektórzy adwokaci i niektórzy radcy przegrywać spraw nie będą.

I to bez propozycji korupcyjnych.

2. Ręka rękę myje

W polskim środowisku sędziowskim nie ma mowy o samooczyszczeniu. Starzy sędziowie, bowiem nie są tacy głupi by kręcić bat na swój własny grzbiet. Jest tajemnicą poliszynela, że poważny odsetek „starych” było komunistycznymi sługusami, kapusiami i łamaczami charakterów. Dzięki temu awansowali, dorabiali się wysokich stanowisk i majątków. Ci ludzie doskonale wiedzą, kto wśród nich jest kim i jakie ma grzechy (nie jest to wiedza pełna, ale wystarczająca) więc chronią się nawzajem by jeden drugiego nie wkopał z zawiści i z desperacji.

Tak wytresowani ludzie nie maja też żadnych oporów moralnych by wykorzystywać na całego swoje stanowisko. Z powodu braku lustracji są też „hakowani” i wykorzystywani do „drukowania” odpowiednich wyroków. Są dodatkowo uwikłani w niesłychane łańcuch zależności i powiązań z dawnymi oficerami SB a dzisiejszymi przedsiębiorcami, politykami, profesorami, prokuratorami i policjantami. Bezkarny przestępca o „ubeckim” życiorysie chodzący w todze Sędziego RP jest dziś przełożonym, mentorem i nauczycielem kolejnych pokoleń sędziów. Uczy ich właściwej „etyki” zawodu.

Uczy korzystania z życia. Podsuwa sprawy do załatwienia przez „młodego” w określony sposób. Służy młodym kontaktami i pomocą oraz pisze komentarze prawne (na które powołują się Sędziowie w całej Polsce), wnioskuje o nominacje sędziowskie dla asesorów lub odpowiada za awans instancyjny tych ludzi oraz np. jako Sędzia Sądu Najwyższego lub Trybunału Konstytucyjnego orzeka we własnych lub bliskich sobie sprawach, wiedząc, że tworzy w ten sposób nowe źródło prawa, które jest nie do podważenia.

Każdy zarzut przeciwko jakiemukolwiek sędziemu, nawet najbardziej uzasadniony powoduje w Polsce od razu spięcie się całego środowiska i obronę tego „przydatnego” kolegi jak Częstochowy. Bardzo rzadko się zdarza, by Sędzia został pozbawiony immunitetu przez swoich kolegów lub został zawieszony w wykonywaniu zawodu. A niby, dlaczego? Przecież to nie jego wina, ze miał takie wzorce, jakie miał i był na całego wciągany do tej mafii. Biedny po prostu jest zawisły i zależny od tylu ludzi i czynników, że to zrozumiałe, iż mógł popełnić błąd.

Ale, od czego się ma kolegów, którzy obronią w imię Obrony DOBREGO IMIENIA WSZYSTKICH POLSKICH SĘDZIÓW?! Nie można burzyć autorytetów społecznych.

3. Cwaniactwo

To najwyższa wartość sędziowska. Nie okazać się frajerem. Masz immunitet? – to z niego korzystaj. Na przykład, jeśli złapią Cię policjanci po kielichu. Odmawiasz chuchania, pokazujesz legitymację i powołujesz się na osobistą znajomość z Komendantem. Po coś te znajomości przecież masz. – To rozumowanie sędziego, z którym wielokrotnie się spotkałem przy okazji bankietów i różnych „wódeczek”. Albo np. rozmów z innymi moimi kolegami, którzy tułają się po sądach.

Sędzia wie, że jest absolutnie bezkarny i korzysta ze wszystkich okazji by się dorobić, brylować, awansować lub siebie ochronić. Nie lubi też ciężko pracować. Po co? Przecież większość jego dochodów i zaszczytów nie jest za ciężą pracę, ale, za co innego. Nagminne jest, zatem, że do skomplikowanej sprawy, która nie obchodzi nikogo z „ważnych” sędzia się przygotowuje 10 minut przed samą rozprawą. Typowym jest, że uzasadnienie wyroku musi pisać młody pomagier, aplikant zasuwający jako tzw. „protokolant”.

Kilkakrotnie się, więc spotkałem z sytuacją, że po ogłoszeniu wyroku sędzia przewodniczący nie potrafił tego wyroku uzasadnić. Lub późniejsze uzasadnienie pisemne było diametralnie inne niż to, które przekazał ustnie.

To lenistwo intelektualne i cwaniactwo powoduje, że nawet starzy sędziowie są często niedouczeni, wyznaczają niesłychanie dalekie terminy „może się wtedy wezmę” lub wybierają sobie tylko banalne sprawy odkładając te trudniejsze na później lub licząc, że da się ją podrzucić jakiemuś koledze-frajerowi. Przecież wiadomo, że awans nie zależy od standardu pracy, ale od tego jak człowiek się ustawi i pod kogo podczepi. Nie wiadomo? Już wiadomo!

4. Nominacja

Niezwykle rzadko w Polsce kariery zawodowe robią sędziowie najlepsi. Ci najzdolniejsi marzą o „sprywatyzowaniu się”, uniezależnieniu się od mniej zdolnych przełożonych i dążą do tego konsekwentnie. Szybko zostają wziętymi adwokatami lub radcami prawnymi. Proszę prześledzić życiorysy partnerów najlepszych polskich Kancelarii.

Prawie każdy był kiedyś sędzią, niektórzy nawet Sędziami Okręgowymi i Apelacyjnymi. Ich koledzy sędziują dalej a oni sami mają do nich prywatne telefony i ich zony się przyjaźnią. Nie zostają też Ci najbardziej etyczni. Albo nie wytrzymują i zmieniają zawód, albo się demoralizują albo idą w karierę naukową, pozostają sędzią jak gdyby przy okazji. Wyjątek stanowią ludzie gdzieś na głębokim zadupiu, którzy nie mają wyjścia, wciąż mają ideały i są takimi małymi przyczółkami sprawiedliwości. Ale to naprawdę jednostki. A poza tym na zadupiu najczęściej jednak jest odwrotnie, powstają kilkunastoosobowe kliki nie do ruszenia.

Właściwa „pozytywna” selekcja czasem ma też miejsce w Warszawie, do której ciągnie cała „Polska” i cała „Polska” tam walczy miedzy sobą. Dlatego mimo wszystko sądy warszawskie najtrudniej skorumpować, a jak się uda to kosztuje to, co najmniej jedno zero więcej. Kariera całej reszty zależy niemal tylko od ich przełożonych i szefów korporacji. To oni wnioskują do Prezydenta RP o nominację świeżo upieczonego sędziego. Do czasu takiego wniosku sędzia bez nominacji bierze udział w procesie sądzenia, ale musi być bardzo „grzeczny” w stosunku do przełożonych, bardzo Usłużny w stosunku do ich próśb i bardzo przydatny dla dobrych znajomych (biznesmenów, adwokatów, profesorów i polityków) jego przełożonych. Dostaje, więc szkołę lojalności, szkołę „etyki” i szansę uwikłania się – jeszcze zanim zostanie pełnoprawnym sędzią.

Podobnie sprawa ma się z nominacjami z Rejonu do Okręgu, z Okręgu do Apelacji i z Apelacji do Sądu Najwyższego. Istnieje oczywiście coś takiego jak „orzecznictwo” nazywane przez sędziów „orzeszkurwa”. Jest to wskaźnik procentowy orzeczeń danego sędziego utrzymanych przez Sąd wyższej instancji. „Orzeszkurwa” nie jest jednak współczynnikiem wiążącym i tylko w wyjątkowych sprawach (gdy jest bardzo niski lub bardzo, bardzo wysoki) może mieć wpływ na brak awansu lub odwrotnie, szybszą karierę sędziego.

Wskaźnik orzecznictwa nie jest znany opinii publicznej. A nawet jakby był, to CO Z TEGO?

Do powyższych elementów należy dodać jeszcze jeden, pogrążający szansę na sprawiedliwość w Polsce. Adwokaci, Radcy, Notariusze i Sędziowie to hermetyczny i wąziutki krąg znajomych na danym terenie. Znają się jak stare konie, razem grają w piłę (mają swoją ligę mieszaną), działają w tych samych fundacjach i bawią się na wspólnych weselach, imieninach, sylwestrach oraz grillach. To tam są podejmowane kluczowe decyzje procesowe. Czy zatem jest szansa na proces rzetelny w Polsce?

Tak. Jeśli sprawa będzie łatwa i pomiędzy dwoma, równorzędnymi stronami. Gdy sprawa nie będzie obchodziła nikogo lub będzie obchodziła dwie potęgi. One będą sobie patrzeć na ręce i szachować się nawzajem. Także jest szansa na proces sprawiedliwy przy sprawach bardzo głośnych lub rejestrowanych kamerą (nawet tylko przez dziennikarzy obywatelskich) gdyż sędzia wtedy będzie się bał osobiście demaskacji, ośmieszenia czy prowokacji, wiedział, że jest pod społeczną lupą i bał się „udupić”.

Najwyższa szansa na sprawiedliwy wyrok jest tam, gdy głośną albo niewielka sprawą zajmuje się jeden z tych nielicznych sędziów idealistów, tych niezmiernie uczciwych i mądrych. Tylko gdzie takich znaleźć? Może znacie? Bo ja osobiście tak, kilku, wszyscy są w stanie spoczynku. Za całą resztę bym głowy nie dał, a jest wielu, którzy głową powinni odpowiedzieć.

Napisane przez: Tomasz Parol